Witam serdecznie, drodzy moi. Mieszkam w małym miasteczku na północy Polski, chociaż mówi się, że na północy zarobki są wysokie, to nie jest to prawda. Z mężem zarabiamy razem 8 tysięcy złotych (z uwagi na to, że jestem na urlopie macierzyńskim). Próbowaliśmy zaoszczędzić na wkład własny do mieszkania, ale to po prostu nierealne. Żeby zebrać milion złotych (to przy założeniu zakupu dwupokojowego mieszkania, ale przecież myślimy już o przyszłości), potrzeba by odkładać przez co najmniej 5 lat po 4 tysiące złotych miesięcznie, a z czego żyć? Dalsze wyjaśnianie wszystkich niuansów kredytu hipotecznego chyba nie ma sensu. Na bliskich nie możemy liczyć, całe życie mieszkałam z babcią, a mama mojego męża jest sama i również ma długi (spłaca kredyt hipoteczny). Mam nadzieję, że nie przejdziecie obojętnie i pomożecie, jeśli możecie, zdobyć nasze własne, ciche miejsce. W końcu rodzina to państwo, które ma swoje prawa, a państwo nie może istnieć bez miasta (w naszym przypadku mieszkania). Wynajem także jest bardzo drogi – 2 tysiące złotych bez opłat za media (to za kawalerkę w drewnianym budynku, bez wygód). Nawet jeśli tylko przeczytaliście to ogłoszenie, życzę wam szczęścia. Dobrego dnia, wieczoru, nocy!